Już jutro najbardziej tłusty ze wszystkich czwartków w całym roku. Nie byłam nigdy zwolenniczką pączków, chyba że nadchodził właśnie TEN dzień... Więc w tym roku zamiast obchodzić się smakiem - zrobiłam własne pączki, które jutro będę zajadać bez wyrzutów sumienia.
To premierowe wydanie pączków mojej produkcji. Pamiętam jak moja babcia zawsze mówiła, że sztuką jest zrobienie odpowiednich pączków i trzeba trochę praktyki. Okazuje się jednak, że nie taki diabeł straszny itd... Nie powiem, pierwsza porcja musiała wrócić do kąpieli oliwnej, bo ciasto było w środku jeszcze surowe, ale pozostałe wyszły po prostu idealne.
Trochę zmodyfikowałam ten przepis.
No to zaczynamy...
Składniki ciasta:
1 szklanka mąki (zmieszałam po 1/3 mąki ryżowej, ziemniaczanej i żytniej 2000, ale możecie wsypać też po 0,5 szkl. maki ryżowej i ziemniaczanej)
1 szklanka filtrowanej wody
2 łyżki masła klarowanego
4 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia (ten bez mąki pszennej)
3 łyżki syropu z agawy
1 łyżeczka aromatu pomarańczowego
Oliwa tłoczna (do głębokiego smażenia)
Wodę gotujemy z masłem klarowanym. Gdy masło się rozpuści - wsypujemy mąkę i energicznie mieszamy aż powstanie bardzo gęsta masa (najszybciej miesza oczywiście mikser, którego używam jak najczęściej się da). Masę chwilę podgotowujemy ciągle mieszając i odstawiamy do wystygnięcia.
Do chłodnego ciasta dodajemy pozostałe składniki i wytrwale mieszamy mikserem aż uzyskamy spójne ciasto.
Rozgrzewamy oliwę w garnku i ostrożnie wrzucamy kolejne porcje.
Najlepiej sprawdzić, czy oliwa jest już odpowiednio rozgrzana wrzucając mały kawałek ciasta na oliwę - jak zacznie bulgotać to znaczy, że mamy już odpowiednią temperaturę. W przeciwnym razie pierwsza porcja "opije się" dużą ilością tłuszczu.
Moje porcje ciasta odmierzałam małą łyżeczką - przy większej porcji mogą (tak jak moje w 1 próbie) być surowe w środku mimo, że skórka jest już przypieczona.
Raz na jakiś czas trzeba pączki obrócić, żeby upiekły się równomiernie. Czekamy cierpliwie aż pączek zacznie pękać (jak na zdjęciu wyżej) - to znaczy, że uaktywnia się proszek do pieczenia. Te gotowe mają jednolity kolor (czekamy aż "pęknięcie" też się zarumieni).
Dla pewności możemy jeden na próbę przepołowić i sprawdzić, czy nie są "surowe" w środku. Jeśli ciągle skórka jest bardzo rumiana a ciasto do końca nie jest gotowe - warto zmniejszyć trochę gaz - może poczekamy na porcje trochę dłużej, ale będziemy mieć pewność, że są gotowe.
Odsączamy nadmiar oliwy na papierowym ręczniku.
Propozycja podania?
Są świetne bez żadnych dodatków, ale można polać je jeszcze syropem z agawy albo podać np. z musem owocowym.
Smacznego tłuściutkiego czwartku!
To premierowe wydanie pączków mojej produkcji. Pamiętam jak moja babcia zawsze mówiła, że sztuką jest zrobienie odpowiednich pączków i trzeba trochę praktyki. Okazuje się jednak, że nie taki diabeł straszny itd... Nie powiem, pierwsza porcja musiała wrócić do kąpieli oliwnej, bo ciasto było w środku jeszcze surowe, ale pozostałe wyszły po prostu idealne.
Trochę zmodyfikowałam ten przepis.
No to zaczynamy...
Składniki ciasta:
1 szklanka mąki (zmieszałam po 1/3 mąki ryżowej, ziemniaczanej i żytniej 2000, ale możecie wsypać też po 0,5 szkl. maki ryżowej i ziemniaczanej)
1 szklanka filtrowanej wody
2 łyżki masła klarowanego
4 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia (ten bez mąki pszennej)
3 łyżki syropu z agawy
1 łyżeczka aromatu pomarańczowego
Oliwa tłoczna (do głębokiego smażenia)
Wodę gotujemy z masłem klarowanym. Gdy masło się rozpuści - wsypujemy mąkę i energicznie mieszamy aż powstanie bardzo gęsta masa (najszybciej miesza oczywiście mikser, którego używam jak najczęściej się da). Masę chwilę podgotowujemy ciągle mieszając i odstawiamy do wystygnięcia.
Do chłodnego ciasta dodajemy pozostałe składniki i wytrwale mieszamy mikserem aż uzyskamy spójne ciasto.
Rozgrzewamy oliwę w garnku i ostrożnie wrzucamy kolejne porcje.
Najlepiej sprawdzić, czy oliwa jest już odpowiednio rozgrzana wrzucając mały kawałek ciasta na oliwę - jak zacznie bulgotać to znaczy, że mamy już odpowiednią temperaturę. W przeciwnym razie pierwsza porcja "opije się" dużą ilością tłuszczu.
Moje porcje ciasta odmierzałam małą łyżeczką - przy większej porcji mogą (tak jak moje w 1 próbie) być surowe w środku mimo, że skórka jest już przypieczona.
Raz na jakiś czas trzeba pączki obrócić, żeby upiekły się równomiernie. Czekamy cierpliwie aż pączek zacznie pękać (jak na zdjęciu wyżej) - to znaczy, że uaktywnia się proszek do pieczenia. Te gotowe mają jednolity kolor (czekamy aż "pęknięcie" też się zarumieni).
Dla pewności możemy jeden na próbę przepołowić i sprawdzić, czy nie są "surowe" w środku. Jeśli ciągle skórka jest bardzo rumiana a ciasto do końca nie jest gotowe - warto zmniejszyć trochę gaz - może poczekamy na porcje trochę dłużej, ale będziemy mieć pewność, że są gotowe.
Odsączamy nadmiar oliwy na papierowym ręczniku.
Propozycja podania?
Są świetne bez żadnych dodatków, ale można polać je jeszcze syropem z agawy albo podać np. z musem owocowym.
Smacznego tłuściutkiego czwartku!




Komentarze
Prześlij komentarz